wtorek, 26 czerwca 2012

2.

Często widzimy jak nasi bliscy/przyjaciele cierpią (w sensie psychicznym), nie wiemy co mamy zrobić, chcemy być wsparciem, ale często czujemy się też bezradni, nie wiemy co powinniśmy powiedzieć, co doradzić. Przeżywamy to razem z nimi. Czujemy to co oni czują, płaczemy razem z nimi. Najgorsza jest dla mnie myśl, że mogę zrobić coś nie tak, mimo, że nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, że mogę kogoś urazić, albo powiedzieć coś dziecinnego i stwierdzić, że przecież pomogłam. Nie nawidzę patrzeć jak ktoś płacze, czuję, że nie mam wtedy sił, żeby pomóc, bo wiem, że zwykłe słowa, typu: dasz radę, po prostu nie pomogą, nie wiem co zrobić więcej, przytulić, czy lepiej usiąść i przeczekać? A każde słowo może ich zranić.
Często się zastanawiam, czy w takich chwilach jestem dla nich w jakimś sensie podporą i czy umiem im dobrze pomóc. Nigdy nie dostałam na to jakiejkolwiek odpowiedzi i nie wiem czy wszysto robię dobrze, ale staram się jak mogę, zresztą wszyscy chyba w takich chwilach się starają.
W byciu przyjacielem chodzi chyba o to, żeby po prostu być i przeżywać ciężkie, ale oczywiście też dobre chwile wspólnie.
Jak na razie nie potrafię wyobrazić sobie życia bez bliskich mi teraz osób i niech tak zostanie.
Dobra, Hania kończy swoje wywody na temat cierpienia i przyjaźni, bo pewnie za miesiąc jak na nie spojrze stwierdzę, że są dziecinne i nie będę się do nich przyznawała ;)


niedziela, 24 czerwca 2012

1.



Z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę, wszystko się ulatnia. Z biegem czasu kiedy mamy co raz więcej obowiązków, czy planów czujemy jak on szybciej zlatuje. Pamiętam, jakby to było wczoraj, rozpoczęcie pierwszej klasy, pierwszy dzień w gimnazjum. Nie potrafimy docenić, że jest ktoś, kto jest silniejszy od nas i panuje nad tym wszystkim. Ktoś kto wie dobrze jak skończymy. Nie mam zamiaru w tej chwili użalać się nad sobą, siedzieć, czy płakać, wolę wolne chwile wykorzystać robiąc coś pożytecznego. Nie zawsze mam ochotę, jestem po prostu leniwa i nigdy tak na prawdę nie chce mi się ruszyć dupy, żeby posprzątać, czy przeczytać książkę. Dzisiaj mam zamiar zacząć uczyć się włoskiego. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


Pewna osoba napisała na swoim blogu (nie powiem kto to, bo być może najzwyczajniej w świecie sobie tego nie życzy), w każdym bądź razie napisała, że "chce umrzeć spełniona", od dzisiaj będzie to czymś w rodzaju mojego motto, od zawsze chciałam robić to co kocham, dużo osób mi gratuluje i mówi "wow, zostałaś laureatką, fajnie, że wiesz co chcesz robić w życiu" gówno prawda, nie mam pojęcia co chcę robić. Pół żartem, pół serio stwierdzam tylko, że chcę mieć bogatego męża, trójkę prześlicznych dzieci i duży dom. Ot, dużo wynika z moich planów. Moim marzeniem to po prostu być szczęśliwym z kochającą mnie osobą u boku. Na razie kogoś takiego nie mam, może dlatego często popadam w 5-minutowe stany maniakalno-depresyjne. Ok, to był żart, ale ktoś TAKI by się po prostu przydał, chociaż brzmi to trochę tak, jakbym chciała "posiadać" kogoś i tyle.
Na koniec chcę podziękować za wspaniałych przyjaciół. Koniec.


550541_10151063340426255_1575369738_n_large